26 sierpnia 2018
Bratem mi ty, bratem ci ja

Mój sąsiad, gdy do mnie przychodzi często bierze ze sobą psa. Dużego wilczura, młodego, niegroźnego, chcącego ciągle się bawić. Pewnego razu, gdy przyszedł do mojego ojca z psem, słyszałem, jak mój piesek (kundelek) atakuje go zębami. Duży chciał się bawić, ale widziałem, że małemu wcale nie było do śmiechu. – Podkulony ogon, spięty i wystraszony. Ciągle ma w głowie traumę, jak wielki pies pogryzł go tak dotkliwie, że można było odsunąć skórę na szyi i zobaczyć co ma w środku…

Widząc tą scenę mój ojciec i sąsiad nie reagowali, bo jak to bywa, duży chce się bawić, a mały nie potrafi. Nagle pojawiła mi się scena z przeszłości, gdy pojechałem do jednego ze znajomych zawieść gruz, a tego nie było w domu. Zacząłem zrzucać gruz i nagle przy mnie pojawił się bernardyn. Zdębiałem ze strachu, niemal mnie sparaliżowało. Czułem każdy milimetr swojego ciała, jak drży, jak niemal sram ze strachu. I nagle, ni stąd ni zowąd pojawił się ten mały, wspaniały kundelek, który stanął w mojej obronie między mną, a tym wielkim bernardynem. Byłem w szoku, że postawił się tak wielkiemu psu. A on stanął dzielnie w mojej obronie, za co nie tylko jestem mu wdzięczny, ale także jestem z niego bardzo dumny…

Wracając do podwórka. – Widząc scenę strachu mojego pieska przez wielkim chcącem się bawić wilczurem, wyszedłem na dwór, grzecznie się przywitałem z sąsiadem i powoli oddalałem się z moim przyjacielem. Z podkulonym ogonem, w wielkich nerwach i ogromnym strachu w oczach. Gdy wyszliśmy na drugie podwórko i zamknąłem furtkę mój piesek niemal rzucił się na mnie z radości, merdając ogonem. Nie wiem dlaczego, ale miałem wrażenie, że zrozumiał, że odwdzięczyłem się mu za pomoc, którą mnie kiedyś obdarzył. – „Bratem mi ty, bratem ci ja, bo my są kumple oba dwa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *