„It Stains the Sands Red” to nie horror, to nie komedia, to parodia

Gdy przeczytałem recenzję o filmie „It Stains the Sands Red” pomyślałem sobie, że to będzie ciekawa pozycja. Postanowiłem, że ją obejrzę… Obejrzałem i co? Mam ochotę się pośmiać. To nie jest horror, ani nawet komedia. To jest niemalże parodia. Po pierwsze ważna rzecz. – Nie bierzcie mnie za rasistę, ale gdy w horrorze pojawia się murzyn, no to znak, że to koniec horroru. Wyjątkiem był tylko „Candyman”.

Już pierwsze sceny filmu zdradzają, że będziemy się śmiać, a nie bać. Bezradny murzyn, który ginie w pierwszej scenie i jego blond partnerka, która ucieka przez pustynię przed jednym zombiakiem. – Jej epitety rzucane w stronę żywego trupa, scena z aportowaniem, czy tamponem są obłędne i rozjebały mi system doszczętnie. Poza tym ów laseczka tak przywiązała się do zombie, że można powiedzieć, zakochała się w nim, odnosi się wrażenie, że nie jest to miłość platoniczna. W dodatku chroni żywego trupa ode złego.

Już wiem, dlaczego tego filmu próżno było szukać w kinie. Bo to nie horror, w dodatku obraża ten gatunek filmu. Nie powiem, że źle się to ogląda… Ale ktoś kto chciał horroru i nakręcił się na niego, kupił sobie chipsy lub popcorn i zasiadł wygodnie w fotelu, by obejrzeć ukochane zombie, mocno się rozczaruje. Można powiedzieć, że szkoda otwierać je na ten film, choć jeszcze raz podkreślę, film nie jest katastrofą, lecz drwiną z mojego ulubionego zombie. – W tej kwestii nie ma dla mnie kompromisów. Albo coś horrorem jest albo nie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *