Kibice Legii napisali do prezesa Legii pana Mioduskiego długi list otwarty, by przekazać mu kilka uwag i powodów kiepskiej sytuacji w klubie. Cały list możecie przeczytać na stronie kibiców Legii – Legioniści.com. Mi jednak najbardziej spodobał się krótki jego fragment:

Tegoroczna edycja europejskich pucharów, zakończona kompromitacją w meczach z drużyną (Dudelange) złożoną z ludzi dla których piłka jest pasją i dodatkiem do życia zawodowego, jest kwintesencją owej amatorszczyzny i ignorancji, toczących od wewnątrz Legię pod Pańskimi rządami.

Dziś emocje już nieco opadły. Legia przegrała dwumecz z drużyną z Luksemburga i nie ma co się na nimi pastwić. Przegrali, bo byli gorsi. Rzecz w tym, że ta porażka Legii i wygrana Dudelange pokazuje dobitnie, że piłka nożna mimo swojego wieku i wielu przeciwników, ma w sobie „to coś”. Coś, co sprawia, że nawet mali, amatorzy, wydawać by się mogło skazani na pożarcie, potrafią sprawić niespodziankę. To właśnie za tę porażkę Legii z takim przeciwnikiem jej nienawidzimy i zarazem kochamy piłkę nożną za to, że jest nieprzewidywalna.

Już wiele razy dostaliśmy wpierdol w eliminacjach do „Europy”. Po wypadku Lecha ze Stjarnanem byłem pewny, że ten wynik będzie żenujący do końca świata. Tymczasem Legia dostała wpierdol z Dudelange – klubem z Luksemburga i też mi się wydaje, że tego wyniku długo nikt z Polski nie przebije. – Tymczasem uświadomiłem sobie, że czekają na nas w przyszłym roku kluby z San Marino, Liechtensteinu i Andory. Z tego co słyszałem, Watykan tworzy ligę, bo po tym co widzieli dzisiaj mają nadzieję na – przynajmniej kolejną rundę.

Gdybyście mnie zapytali jaki jest mój ulubiony horror, to odpowiedziałbym bez wahania, że „The Blair Witch Project”. Aby zrozumieć mój wybór musielibyście cofnąć się w czasie do roku 1999 pamiętając, że internet był wtedy luksusem, o którym niewielu wiedziało. Ba! Nawet komputer był niesłychanie mało spotykanym urządzeniem w tamtych czasach. W dodatku miałem 17 lat, więc podatny byłem na tani kicz, który co by nie powiedzieć nawet mi się podobał…

Mówiło się wtedy, że film ten jest zbiorem prawdziwych nagrań zrobionych przez zaginionych, które odnaleziono w lesie. Niemal całe otoczenie mówiło o tym filmie w taki sposób, jakby to wydarzyło się naprawdę i muszę się przyznać, że sam w to wierzyłem. Pamiętam, że film ten w wypożyczalni na kasecie VHS był tylko na zapisy, co gorsza zarezerwowany na kilka tygodni z góry…

Oglądając ten film patrzyłem w niego jak wryty. Na dworze od kilku dni było pond 30 stopni Celsjusza, w domu duszno jak cholera, a ja trząsłem się ze strachu oglądając „The Blair Witch Project”. Film ten wywarł na mnie ogromne wrażenie, porównywalne do tego z 11 września 2001 roku, gdy samoloty wpadały w World Trade Center. Porównywalne do tego, gdy dowiedziałem się o katastrofie polskiego samolotu pod Smoleńskiem. Wszystkie te wydarzenia łączy jedno. – Pamiętam co wtedy robiłem i jak się czułem. Tak samo jak pamiętam strach, drgawki i całą otoczkę podczas oglądania filmu.

W 2005 roku stworzyłem stronę BlairWitch.pl. Była ona w całości poświęcona filmowi i przyznam szczerze, była bardzo dobrze przyjęta. Ciekawe efekty strony głównej nad którą pracowałem 2 miesiące spodobało się niemal każdemu, co widać było po komentarzach i popularności strony. Miesięcznie notowałem kilkanaście tysięcy unikalnych użytkowników, a gdy film był emitowany w telewizji i ludzie szukali informacji o nim, bywało na niej nawet 700 osób online.

Strona ta stała się też powodem zaprzyjaźnienia się z człowiekiem, z którym odbywałem służbę wojskową. Leżeliśmy na wojskowych pryczach, we czterech w jednym pokoju i gadaliśmy o filmach tuż po capstrzyku. Jeden z nich napomknął o filmie „The Blair Witch Project” i o polskiej stronie blairwitch.pl. Gdy powiedziałem mu, że to ja jestem jej autorem, nie uwierzył. Jednak szybko udowodniłem mu moje autorstwo wpisem, który napisałem w wojsku na kartce i opublikowałem go na stronie internetowej gdy byłem na urlopie. To sprawiło, że zyskałem w jego oczach szacunek.

Po kilku latach od założenia strony blairwitch.pl zrezygnowałem z jej prowadzenia. Coroczne odnowienie domeny kosztowało mnie wtedy ponad 100 złotych, i drugie tyle serwer. Popularność strony systematycznie spadała, co nie jest niczym szczególnym, bo film miał już ponad 10 lat, a historia ta stała się dla uświadomionego widza kiczem i szajsem. W roku 2016 postanowiłem, że przechwycę tą domenę. Udało mi się to 15 sierpnia o godzinie 15:26! Domena przez 2 lata była tylko zarezerwowana, pod tym adresem kompletnie nic nie było. Odnawiam ją regularnie, bo zwyczajnie i po ludzku jest dla mnie sentymentalnie wiele warta.

Wpadłem na pomysł, że skoro domena i tak jest moja i zarezerwowana na kilka lat, to dlaczego by nie pisać tutaj bloga? Choć jestem świadom, że może to być najbardziej idiotyczny adres bloga internetowego na świecie, to jednak nie piszę go dla popularności i sławy, lecz z sentymentu po tym co tu wcześniej było i tak po prostu dla siebie.

Pisanie bloga jest dla mnie przyjemnością. Nie robię tego z przymusu, dla pieniędzy, sławy czy nawet dla Was. Piszę tu, ponieważ to lubię. Czasami nawet zdarza mi się, że nie mogę spać, bo myślę o nowym wpisie. Muszę więc wstać i napisać go, bo inaczej nie zasnę. Mimo adresu BlairWitch.pl nie jest to blog tematyczny. Jako fan piłki nożnej, mediów, telewizji, radia, pirackiego radia, seriali, filmów, zegarów i wielu innych rzeczy, to właśnie o tym tu będę pisał.